<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388</id><updated>2011-07-08T09:13:26.614-07:00</updated><category term='fake news'/><category term='życie'/><category term='mały chłopiec'/><category term='boy who giggled'/><category term='absurd'/><title type='text'>NIETYGODNIK</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>10</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388.post-6700426695967886371</id><published>2009-11-06T12:18:00.001-08:00</published><updated>2009-11-06T12:18:07.537-08:00</updated><title type='text'>Poezja najwyższych lotów</title><content type='html'>Nie wiem czemu, nie wiem po co&lt;br /&gt;Czasem latam sikać nocą&lt;br /&gt;Gdzie przyczyna, gdzie powody?&lt;br /&gt;Skąd ten nadmiar we mnie wody?&lt;br /&gt;Wiem, że gorsze się zdarzają choroby&lt;br /&gt;Cierpią na nie i pracusie, i nieroby&lt;br /&gt;Wiem też, że nikt nie zaprzeczy&lt;br /&gt;Że wiersz ten całkiem jest od rzeczy&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8277664674000868388-6700426695967886371?l=nietygodnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/6700426695967886371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/poezja-najwyzszych-lotow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/6700426695967886371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/6700426695967886371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/poezja-najwyzszych-lotow.html' title='Poezja najwyższych lotów'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388.post-4377756442124496311</id><published>2009-11-04T14:38:00.000-08:00</published><updated>2009-11-06T11:58:51.301-08:00</updated><title type='text'>Kicz</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mała wprawka w kiczowaniu:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Moja romantyczna dusza wyje z bólu, a milcząca ciemność spowija krzyk rozpaczy rozlegający się w bezgłośnym dudnieniu serca rozrywanego gorącymi pocałunkami mgły (czy jakoś tak)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sam nie wiem, kim jestem - liściem brzozy rzucanym przez podmuchy listopadowej rozpaczy, czy też raczej kwiatem róży zanurzonym w jeziorze bólu ściętym przez trwogę (jezioro jest ścięte przez trwogę, nie kwiat róży)&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ona odeszła, a ja zostałem z jej zapachem w rozgrzanych gniewem nozdrzach. Ileż razy te nozdrza zanurzały się w burzy jej włosów, podczas gdy nasze kolana się zderzały. Ileż to razy jej łokcie pogrążały mnie w szaleństwie, z którego nie ma ucieczki...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można też i tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wczoraj spadł pierwszy śnieg. Przykrył moje zrozpaczone myśli, ukoił puchem rozedrgane uczucia, zniewolił swoją zniewalającą bielą, kazał się cieszyć każdym dniem życia, które jest przecież takim cudem! Czuję to teraz tak wyraźnie, o wiele wyraźniej niż po wczorajszej kolacji...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba że...:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wczoraj ostatecznie stopniał śnieg. Odkryły się głebokie pokłady rozpaczliwych myśli,  me uczucia wciągnięto w rozedrgane błoto,  brzydota rozmokłej ziemi mnie zahipnotyzowała, kazała żałować każdego dnia życia, życia, które jest jednym wielkim pasmem nieszczęść. Czuję jakieś nieprzyjemne, niewyraźne uczucie, wzbierające we mnie od wczorajszej kolacji...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8277664674000868388-4377756442124496311?l=nietygodnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/4377756442124496311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/kicz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/4377756442124496311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/4377756442124496311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/kicz.html' title='Kicz'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388.post-1144631084945854145</id><published>2009-11-04T13:58:00.000-08:00</published><updated>2009-11-09T06:58:56.830-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fake news'/><title type='text'>Skinhead - Arab Klezmer Band</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SvH-kurBZuI/AAAAAAAAAF8/enntTQu7gYk/s1600-h/Olli+Putzmunder+%28na+pierwszym+planie%29+-+znalezione+na+httpfestiwalsingera.plimg_144237_amsterdam_klezmer_band_1.jpg.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400377335151159010" src="http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SvH-kurBZuI/AAAAAAAAAF8/enntTQu7gYk/s400/Olli+Putzmunder+%28na+pierwszym+planie%29+-+znalezione+na+httpfestiwalsingera.plimg_144237_amsterdam_klezmer_band_1.jpg.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 273px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Berlin to miasto, które zainspirowało już wielu muzyków, wystarczy wymienić Davida Bowie, Iggy’ego Poppa czy zespół U2. Stolica zjednoczonych Niemiec, aczkolwiek zmagająca się z wieloma problemami, ciągle jest natchnieniem dla artystów. Tym razem nie są oni jednak cudzoziemcami, lecz wszyscy bez wyjątku urodzili się wmieście nad Szprewą...&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wszyscy kochamy to miasto, jesteśmy z niego dumni. Na co dzień wiele nas dzieli, można powiedzieć, że nawet jesteśmy przeciwnikami. Ale w dzień prób, w każdy wtorek, czwartek i niedzielę, jesteśmy jednym zespołem. I jesteśmy wtedy przyjaciółmi.” – powiedział Rolf Dochen, muzyk zespołu Skinhead – Arab Klezmer Band, niezwykłego projektu powstałego niespełna rok temu. Członkami zespołu są zarówno mieszkający w Niemczech potomkowie imigrantów z Egiptu i Maroka, jak i rodowici Niemcy. I to nie zwyczajni Niemcy, ale aktywni członkowie ugrupowań neonazistowskich. Niektórzy z nich mają na koncie wyroki za przemoc na tle rasowym. Niestety, również arabscy członkowie SAKB nie są świętoszkami. Zdarzało im się uczestniczyć w podpaleniach synagog czy dewastacjach żydowskich cmentarzy. Jak jednak wszyscy zgodnie podkreślają, takie wybryki to już przeszłość. Teraz mają bardziej ekscytujące cele – zdobyć uznanie słuchaczy i krytyków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Muzyka pozwala przekraczać granice, zawsze tak było. Naszych słuchaczy nie obchodzi przecież,czy na skrzypcach gra bladoskóry czy ciemnoskóry Niemiec. Ważne jest to, jak gra.” – twierdzi z przekonaniem Olli Putzmunder, potężny, ponaddwumetrowy trębacz. Jak zgodnie informują wszyscy muzycy, gra w zespole jest dla nich sposobem na wyżycie się, pozbycie się frustracji czy zapomnienie o codziennych problemach. „Po kilku godzinach grania nie masz już siły na snucie się po ulicach i wdawanie w bójki. Granie w SAKB nie oznacza, że wyrzekliśmy się swoich przekonań. Doszliśmy jednak do wniosku, że są inne sposoby ich wyrażania, niekoniecznie prowadzące do więzienia” – dodaje łagodny olbrzym Putzmunder. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powstanie zespołu zostało ciepło przyjęte przez berlińskie władze. Muzycy za darmo korzystają z sali prób, ponadto zostali zaproszeni na wiele muzycznych imprez odbywających się pod patronatem ratusza. Co prawda entuzjazm widzów nadal miesza się czasami ze sporą rezerwą, ale muzycy czują, że są na dobrej drodze: „Ludzie lubią sobie różne rzeczy szufladkować, dlatego nadal nie wiedzą, jak nas traktować. Myślą, że skoro jestem narodowym socjalistą, to nie mogę kochać żydowskiej muzyki. Mam nadzieję, że z biegiem czasu będą bardziej otwarci.” –żali się Jeroen Aldrisson. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Berlin uchodzi za bardzo tolerancyjne miasto – dodaje Achmed al-Sureni – ale wbrew pozorom ludzie są bardzo nieufni wobec nowości. Zapłacą mnóstwo forsy za klezmerski band z Jerozolimy czy Nowego Jorku, ale równie dobry zespół z sąsiedniej ulicy w Berlinie jest ich zdaniem niegodny zainteresowania.” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak członkowie zespołu radzą sobie z kwestiami ideologicznymi, które ustawiają ich po przeciwnej stronie politycznej barykady? „Sprawa jest prosta – sala prób jest święta i nie rozmawiamy o tych kwestiach.” – wyraźnie deklaruje Abu Husajn Basullah, a pozostali członkowie zespołu zgodnie potakują. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy rok działalności tego niezwykłego klezmerskiego bandu został zakończony dwoma mocnymi akcentami. Pierwszym z nich jest wydanie debiutanckiego albumu „Ashes of Zionism – a musical journey into a greedy Jewish soul”. Drugim – koncert w ośrodku kultury żydowskiej, który odbył się na początku czerwca. „Tym razem przyszliśmy bez butelek z benzyną – próbował żartować Basullah – ale i tak atmosfera była napięta. Chyba jednak udało nam się przełamać pierwsze lody.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płyta sprzedaje się doskonale, pomimo kontrowersyjnego tytułu. Jak powiedział Saul Bechstein z Universal Music Deutschland, tytuł płyty oddaje charakter zespołu. „Członkowie zespołu są tacy, jacy są, i nie chcemy tego zmieniać. Nasza wytwórnia szczyci się tym, że daje muzykom dużo swobody.” Bechstein uchyla nieco rąbka tajemnicy dotyczącego planów zespołu. „Pojedziemy na tournee do pewnego bliskowschodniego kraju. Nie mogę jeszcze zdradzić którego, ale mogę zapewnić, że w każdym z krajów tego regionu SAKB będzie sensacją sezonu”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skład:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Juergen Schwock&lt;br /&gt;- Olli Putzmunder&lt;br /&gt;- Karl-Heinz Nichtmayer&lt;br /&gt;- Abu Husajn Basullah&lt;br /&gt;- Jeroen Aldrisson&lt;br /&gt;- Omar Bin Lahtawi&lt;br /&gt;- Musa Zafri&lt;br /&gt;- Musa Mahanou&lt;br /&gt;- Rolf Dochen&lt;br /&gt;- Achmed al-Sureni&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8277664674000868388-1144631084945854145?l=nietygodnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/1144631084945854145/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/skinhead-arab-klezmer-band.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/1144631084945854145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/1144631084945854145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/skinhead-arab-klezmer-band.html' title='Skinhead - Arab Klezmer Band'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SvH-kurBZuI/AAAAAAAAAF8/enntTQu7gYk/s72-c/Olli+Putzmunder+%28na+pierwszym+planie%29+-+znalezione+na+httpfestiwalsingera.plimg_144237_amsterdam_klezmer_band_1.jpg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388.post-638621423542619534</id><published>2009-11-02T13:23:00.001-08:00</published><updated>2009-11-06T11:54:09.675-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fake news'/><title type='text'>Ekstremalne porody</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;i&gt;Pozwoliłem sobie skopiować wywiad z sir Andrew Rathcliffe - Neathe, twórcą współczesnego ruchu ekstremalnych porodów. Wywiad zamieszczony został na stronie tajwańskiego pisma "South - East Asia Journal Of Extreme Medicine" poświęconego ekstremalnej medycynie. Tłumaczenie moje, z góry przepraszam za błędy.&lt;/i&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Panie profesorze, ile porodów Pan już przyjął?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tradycyjnych czy ekstremalnych? Tradycyjnych około tysiąca pięciuset, ekstremalnych około trzystu. Plus dwadzieścia trzy porody super-ekstremalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wszystkie zakończyły się pomyślnie?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, że nie. Poród jest skomplikowanym wydarzeniem medycznym, na jego pomyślny przebieg ma wpływ bardzo wiele czynników. Jest to bądź co bądź złożona interakcja dwóch organizmów - matki i dziecka. Wiele rzeczy może pójść źle, zarówno dziecku jak i matce grozi śmierć, i to pomimo ogromnego postępu medycyny w ostatnich latach.&lt;br /&gt;Gdyby poród był prostą, banalną operacją, nie powstałby ruch ekstremalnych porodów. &lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Założony przez Pana w 1987 roku, po tym, jak spotkał Pan Edwarda Caldrowa. Proszę nam opowiedzieć o tym niezwykłym człowieku.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkałem go, gdy byłem młodym lekarzem w Portland w stanie Maine. Jego żona była w zaawansowanej ciąży, niestety zagrożonej - zresztą wcześniej dwukrotnie poroniła. Badałem ją i ze smutkiem stwierdziłem, że dziecko nie ma szans na przeżycie porodu. Przyjęli tę wiadomość z ogromnym smutkiem, musieliśmy zresztą dokonać aborcji, gdyż płód zagrażał również życiu matki. Ale Edward nie byłby sobą, gdyby sprawę tak zostawił. Bardzo chcieli mieć dziecko! Z wykształcenia jest matematykiem i gdy zagłębił się w medyczne podręczniki, zauważył w nich dziwne przypadki. Tylko tak precyzyjny umysł mógł dostrzec (w ogromie źródeł) pewną prawidłowość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kobiety rodzące w sytuacjach skrajnie niebezpiecznych rodzą zdrowe dzieci statystycznie częściej niż kobiety rodzące w normalnych warunkach - dzisiaj to już uznane naukowe odkrycie, wtedy musiało to szokować.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak było (śmiech)! Oczywiście Edward nie mógł niczego udowodnić - brakowało mu medycznego, a właściwie położniczo-ginekologicznego przygotowania. Tak jak już mówiłem wcześniej, poród jest ogromnie skomplikowanym procesem, rozciągniętym na godziny a nawet dni, i tylko specjalista, po dokładnej analizie, może orzec, co wpłynęło na taki a nie inny wynik porodu. A może być to chociażby dieta, jaką stosowała matka. &lt;br /&gt;Edward podzielił się ze mną swoimi obserwacjami. Oczywiście pomyślałem, że to majaki zrozpaczonego ojca, który w dodatku nie jest lekarzem, więc lepiej niech się trzyma od naszej tajemnej wiedzy z daleka. Pamiętam, że nawet wcisnąłem mu kartkę z numerem telefonu do psychologa zajmującego się pacjentami w naszym szpitalu.&lt;br /&gt;Edward nie dał się jednak łatwo spławić - codziennie w sekretariacie szpitala czekała na mnie szara koperta z kolejną porcją jego dociekań. W końcu zgodziłem się z nim poważnie porozmawiać, poszliśmy na spacer po przyszpitalnym parku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ze spaceru wrócił Pan już przekonany do jego teorii?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak szybko to nie poszło, ale zasiał we mnie ziarno wątpliwości. Ziarno padło na dość trudną glebę, gdyż pomysły Edwarda stały w sprzeczności ze wszystkim, co wkładano nam do głów przez całe studia (śmiech). Jego wnioski tak się miały do ówczesnej wiedzy medycznej jak stwierdzenie, że Ziemię dźwigają cztery słonie ma się do współczesnej astronomii (śmiech).&lt;br /&gt;W tajemnicy przed nim - i oczywiście w tajemnicy przed moimi kolegami z pracy -przeprowadziłem własne śledztwo. Jako lekarz miałem dostęp do znacznie większej liczby źródeł, więcej też z nich rozumiałem, tym bardziej byłem zszokowany wynikami. Wyglądało to jeszcze bardziej przekonywająco, niż wtedy, gdy mówił mi o tym Edward!&lt;br /&gt;Jestem dość dumnym człowiekiem, więc nie było mi łatwo zaakceptować fakt, że nie-lekarz zobaczył coś, czego nie mogłem zobaczyć ja, praktykujący położnik, a kiedyś podobno bardzo uzdolniony student. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Podzielił się Pan z kimś tą wiedzą?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałem to zrobić, ale bałem się, że zostanę wyśmiany. Poza tym bałem się, że ktoś bardziej utytułowany zajmie się tą sprawą i jemu przypadnie cała chwała tego odkrycia. Ale chyba bardziej bałem się, że się po prostu wygłupię i moja kariera będzie skończona. Zamiast przyjmować porody bogatych mieszkanek Maine będę wykonywał pokątne skrobanki gdzieś w Ameryce Łacińskiej. Za dużo miałem do stracenia, dlatego Edward musiał znowu przeć do przodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Spotkał się Pan z jego żoną i wspólnie przekonaliście ją, aby ponownie zaszła w ciążę?&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To głównie Edward ją przekonywał, mi byłoby bądź co bądź dość niezręcznie. Moja rola ograniczyła się (podczas tej bardzo długiej i burzliwej dyskusji) do przytakiwania Edwardowi. Oboje bardzo chcieli tego dziecka, więc w końcu Susan dała się przekonać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;18 października 1983. Rok i miesiąc później pierwsze dziecko urodziło się podczas przełomowego w dziejach, pierwszego sztucznie zekstremalizowanego porodu. Oprócz ekstremalizacji narodziny małej Gwendoline Amber Caldrow były trudne również z innych powodów.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgadza się - po prostu musieliśmy się kryć, żaden szpital nie zgodziłby się na podobne praktyki. Poród odbył się w chatce nad jeziorem Unniskaepeg, tam, gdzie teraz mieści się moja klinika.&lt;br /&gt;Właściwie do samego końca nie wiedzieliśmy, jak mamy zekstremalizować poród. Nie mogliśmy przecież ostrzeliwać domku z ciężkiej artylerii (przyczyna świetnego zdrowia wielu osób pochodzących z okolic Ypres czy Verdun), nie mogliśmy także umieścić jej na małej łódeczce na wzburzonym morzu (poród mógłby być doskonały, tyle że zakończony zatonięciem), wielu innych stresogennych faktorów również nie mogliśmy zastosować.&lt;br /&gt;Z pomocą przyszedł nam przypadek - fakt, że działo się to w roku 1984. W mediach było głośno o książce Orwella. Z niej zaczerpnęliśmy inspirację - podczas porodu powinno się pojawić to, czego matka się najbardziej obawia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;U Orwella były to szczury, u Susan Caldrow - węże.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy dużo szczęścia - węże było łatwo załatwić. Dobrze, że jej największym lękiem nie był na przykład niedźwiedź polarny (śmiech).&lt;br /&gt;Umieściliśmy węże - prawdziwe, w słoikach - oraz gumowe atrapy w całym mieszkaniu. Dzięki poświęceniu Edwarda Susan codziennie znajdowała je w szufladzie z bielizną czy w bucie. Oczywiście były to w większości niejadowite osobniki, tym niemniej Susan i tak miała porządną dawkę stresu przez cały okres ciąży. No i nigdy nie wiedziała, czy dany wąż jest jadowity czy nie; bała się też o Edwarda, który cały czas tymi nieszczęsnymi wężami się zajmował.&lt;br /&gt;Ja też nieraz się najadłem strachu, gdy odwiedzałem ich dom, aby zbadać Susan...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Po pierwszym - uwieńczonym sukcesem - porodzie, przyszły kolejne.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko odbywało się w głębokiej konspiracji. Byłem bardzo przekonany do słuszności naszej koncepcji, tym niemniej wiedziałem, że aby zaprezentować ją światu, muszę zebrać większą liczbę dowodów. Oczywiście miałem ułatwione zadanie - w szpitalu spotkałem wiele kobiet, których kolejne ciąże kończyły się poronieniami czy tragicznymi porodami. Działałem wtedy jak szpieg - starałem się poznać je, zdobyć ich zaufanie, a potem przedstawiałem im alternatywę - na ogół się godziły. A po udanym porodzie polecały mnie innym kobietom z podobnymi problemami. Zresztą niektóre z moich pierwszych pacjentek do tej pory są aktywne w ruchu ekstremalnych porodów.&lt;br /&gt;Tak to jakoś ciągnąłem przez dwa lata; w tym czasie zebrałem wystarczającą ilość dowodów, aby zaprezentować się światu medycznemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Skończyło się to wyrzuceniem z pracy.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liczyłem się z tym ryzykiem. Na szczęście nie mogli pozbawić mnie prawa wykonywania zawodu - pacjentki były całe i zdrowe, dzieci też, wszystko było robione z zachowaniem wszelkich możliwych środków ostrożności.&lt;br /&gt;Wyrzucenie z pracy też nie było problemem - do tego czasu wśród moich pacjentek pojawiły się osoby wystarczająco majętne, abym mógł założyć własną klinikę położniczą.&lt;br /&gt;Niestety w tym czasie Edward usunął się w cień, zajął się swoją powiększającą się rodziną - teraz ma już czwórkę uroczych dzieciaków. Moje pierwsze "ekstradziecko", jak je nazywam, Gwendoline Amber, sama niedawno urodziła swoje pierwsze dziecko. Sam przyjmowałem poród, mam więc już pierwszego "ekstrawnuka" (śmiech).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Poród był tradycyjny, czy ekstremalny?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gwendoline miała kiedyś wypadek samochodowy, odniosła spore obrażenia, dlatego też - dla dobra dziecka i swojego - zdecydowała się na poród superekstremalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Na czym polegała jego superekstremalność? Na czym  w ogóle polega superekstremalność?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Superekstremalność tym się różni od zwykłego porodu ekstremalnego, że faktor stresogenny jest kontrolowany w minimalnym stopniu. A czasami, gdy sytuacja tego wymaga, nie jest w ogóle kontrolowany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Co to właściwie znaczy?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile w przypadku zwykłego porodu ekstremalnego wszystko jest pod kontrolą -np. obecność węży, szczurów, kwasów - o tyle podczas super porodu zdajemy się na żywioł, na przypadek. Stosujemy to niezmiernie rzadko, wobec kobiet z bardzo dużym zagrożeniem zdrowia ich i dziecka, albo wobec kobiet przyzwyczajonych do dużego ryzyka - np. wobec kaskaderek czy policjantek. Oczywiście w całym okresie ciąży staramy się je poddać jakiejś formie superekstremalności, ale jest to bardzo trudne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jaki wobec tego był poród Pana pierwszej "ekstracórki"?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomysł podsunął nieoceniony Edward Caldrow. Zawsze dużo podróżował, dlatego ma oryginalne pomysły (śmiech). A polegało to na wykorzystaniu obawy Gwendoline przed wypadkiem samochodowym - jeden już przeszła, wie, jakie mogą być ich konsekwencje.&lt;br /&gt;Pojechaliśmy do Polski, tam są naprawdę fatalne drogi; kazaliśmy jej dużo jeździć, zwłaszcza podczas weekendów. Szczerze mówiąc, nie bardzo jej się podobało takie jeżdżenie bez sensu - jest głęboko zaangażowanym ekologiem, ciężko przeżywała każdy litr benzyny.&lt;br /&gt;Sam poród wyglądał podobnie - wynajęliśmy karetkę, gdy rozpoczęły się skurcze,wsadziliśmy Gwen do środka i zaczęliśmy jeździć z bardzo dużą szybkością. Sam stan drogi przyprawiał mnie o zawał serca, tym niemniej nakazaliśmy kierowcy tzw. ostrą jazdę. Gwen miała dość dobry widok na przednią szybę, widziała wszystkie mijające nas ciężarówki (była noc), poród przebiegł więc gładko i szybko. Ale ja byłem spocony jak mysz (śmiech). Bardzo się bałem! Prawie tak samo, jak podczas tego pierwszego porodu nad jeziorem Unniskaepeg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Czego się Pan wtedy bał? W swojej biografii napisał Pan, że tamten wieczór przypłacił Pan kilkoma latami życia. Nie był Pan pewny swojej metody?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie byłem jej pewny - przemawiały za nią wszelkie dowody medyczne. Ale proszę sobie tylko nas wyobrazić - szanowany lekarz położnik oraz zdolny młody matematyk odprawiający jakieś voodoo z wężami nad rodzącą kobietą pośrodku lasów północnego Maine. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sceneria dla Stephena Kinga...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmawiałem z nim kiedyś - powiedział mi, że tak chory pomysł nawet je munie mógł przyjść do głowy (śmiech).&lt;br /&gt;Tak, tak, przebiłem Stephena Kinga...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8277664674000868388-638621423542619534?l=nietygodnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/638621423542619534/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/ekstremalne-porody.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/638621423542619534'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/638621423542619534'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/ekstremalne-porody.html' title='Ekstremalne porody'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388.post-6173128068759304893</id><published>2009-11-02T13:21:00.000-08:00</published><updated>2009-11-06T11:57:33.831-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fake news'/><title type='text'>Cała Australia w szoku</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SvHtnWElm5I/AAAAAAAAAF0/3U9QREFMnM8/s1600-h/Kangur+refleksyjny+%28%C5%BAr%C3%B3d%C5%82o+-+httpblog.lib.umn.educsomwebpbanwartrelaxing_kangaroo_galleryfull.jpg%29.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400358688389438354" src="http://2.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SvHtnWElm5I/AAAAAAAAAF0/3U9QREFMnM8/s400/Kangur+refleksyjny+%28%C5%BAr%C3%B3d%C5%82o+-+httpblog.lib.umn.educsomwebpbanwartrelaxing_kangaroo_galleryfull.jpg%29.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 300px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cała Australia w szoku po tym, jak wykryto, iż pięcioletnia suczka rasy Yorkshire Terrier przyniosła kapcie swemu właścicielowi. Okazało się, że robi to już od wielu lat, o czym nie wiedziały służby odpowiedzialne za ochronę praw zwierząt, co ustalił Ankuz Mór, nasz korespondent w Sydney.&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak udało się ustalić naszemu australijskiemu korespondentowi, suka o imieniu Winnifried mieszkała razem ze swoim 47-letnim właścicielem, Peterem McCruel, w miasteczku Wolonlogoolongunga w stanie Queensland. Miasto to, szeroko znane z powodu tego, iż nie jest znane właściwie z niczego, było do tej pory oazą spokoju i porządku. Czas płynął tu leniwie, a czasami w ogóle nie płynął, jak zdarzyło się 7 lutego 1973 r. gdzieś tak koło południa. Można więc zrozumieć szok malujący się na twarzach mieszkańców, kiedy rozmawia się z nimi o dramatycznych wydarzeniach, których Wolonlogoolongunga było świadkiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak powiedział mi burmistrz Wolonlogoolongunga, Chris O’Right, mieszkańcy miasta nie mogą uwierzyć w to, co odkryła policja. „Peter był zawsze uśmiechnięty i sympatyczny, bardzo miły dla ludzi i dla sąsiadów. Często wpadał do baru „Pod Łysym Kangurem” na szklaneczkę albo dwie, ale to przecież nie znaczy jeszcze, że jest złym człowiekiem, zdolnym do takich rzeczy”. Burmistrz dodaje również, że myśli i modlitwy mieszkańców Wolonlogoolongunga są z ich krajanem. „Będziemy go wspierać, bo nie wierzymy, że mógłby zrobić coś takiego.To wszystko jest jakieś wielkie nieporozumienie. W naszym mieście takie rzeczy się po prostu nie zdarzają. Tu żyją porządni, dobrzy ludzie”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pochlebnej opinii o oskarżonym nie podziela prokurator Karl Harsh. Jego zdaniem Peter McCruel z premedytacją i konsekwencją przez wiele lat zmuszał swojego yorka do przynoszenia kapci: „mamy na to niezbite dowody”. Rozmawialiśmy z prokuratorem tuż po kolejnym przesłuchaniu, jakiemu poddał McCruela. Z jego twarzy biła pewność i zadowolenie z dobrze wykonanej pracy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prokurator Harsh nie chce ujawniać szczegółów toczącego się postępowania, udało nam się jednak ustalić, że od pewnego czasu policja stanu Queensland obserwowała dom McCruela. Po zdobyciu pewnych poszlak udało się zdobyć nakaz sądowy, dzięki czemu założono kamery video rejestrujące wydarzenia, jakie miały miejsce w domu oskarżonego. Jak powiedział nam jeden z policjantów zaangażowanych w śledztwo (pragnący zachować anonimowość): „mamy zarejestrowane co najmniej cztery przypadki noszenia kapci. To powinno wystarczyć do skazania tego drania na kilka lat więzienia, tym bardziej, że w jednym przypadku suczka została także zmuszona do przyniesienia gazety”. Jak dodaje nasze źródło: „na szczęście ten drań jest już w areszcie i oczekuje na proces. Teraz już nie skrzywdzi żadnego niewinnego stworzenia”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawa jest na tyle szokująca, że odbiła się szerokim echem na całym kontynencie. Posłowie opozycyjnej Partii Konserwatywnej poprosili premiera o wyjaśnienia, jednocześnie wnioskując o odwołania ministra spraw wewnętrznych oraz szefa federalnej policji. Byłyby to kolejne – oprócz biednej suczki – ofiary McCruela. Wcześnie dymisję złożyła minister ochrony środowiska, pani Sheila Greenfield. Jak podała w swoim oświadczeniu: „nie mogę sobie nic zarzucić w tej sprawie – niedopatrzenia czy niekompetencji. Nie możemy kontrolować wszystkiego i wszystkich. Musimy natomiast wkładać więcej wysiłku w edukację i uświadamianie społeczeństwa, tak aby podobne bestialstwa nie zdarzyły się już nigdy więcej”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość Czytelników zapewne pamięta, że dwa lata temu Australią wstrząsnął podobny skandal. W jego wyniku poleciały głowy ministra zdrowia i poprzedniego ministra ochrony środowiska. Zdaniem części mediów i opinii publicznej nie zrobili oni nic, aby zapobiec tzw. „sprawie Carelessa”. Przypomnijmy, chodziło o to, iż Andrew Careless, bezrobotny szlifierz diamentów z przedmieść Cairns, karmił trzymanego w ogrodzie krokodyla nieprzebadanymi przez weterynarza kurczakami. Zachodziło więc duże ryzyko zakażenia zwierzęcia pasożytami jelitowymi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały kraj szykuje się na zbliżającą się wielką batalię sądową. Z uwagi na zagrożenie życia McCruela - jego zbrodnia wzburzyła naprawdę wiele osób, otrzymywał już listy z pogróżkami – proces odbędzie się w asyście antyterrorystów, a sam oskarżony będzie oddzielony od sali pancerną szybą. Jak skomentował to jeden z australijskich bioetyków: „ten człowiek [McCruel] jest najwyraźniej pozbawiony wszelkich ciepłych uczuć zarówno wobec zwierząt, jak i społeczeństwa. Dobrze się zatem stanie, że społeczeństwo zostanie od niego oddzielone już podczas procesu. Trudno przewidzieć, jak mógłby się zachować”. W sprawie Carelessa zapadł surowy wyrok – siedem lat pozbawienia wolności. Czy tym razem będzie tak samo?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8277664674000868388-6173128068759304893?l=nietygodnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/6173128068759304893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/caa-australia-w-szoku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/6173128068759304893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/6173128068759304893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/caa-australia-w-szoku.html' title='Cała Australia w szoku'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SvHtnWElm5I/AAAAAAAAAF0/3U9QREFMnM8/s72-c/Kangur+refleksyjny+%28%C5%BAr%C3%B3d%C5%82o+-+httpblog.lib.umn.educsomwebpbanwartrelaxing_kangaroo_galleryfull.jpg%29.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388.post-6579905977423548635</id><published>2009-11-02T13:19:00.001-08:00</published><updated>2009-11-06T11:56:49.020-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='boy who giggled'/><title type='text'>The boy who giggled so sweet</title><content type='html'>Spóźniłem się na ostatni pociąg i wyglądało na to, że spędzę w X najbliższą noc. Nie żebym miał coś przeciwko temu miastu - sławnemu na cały świat z unikalnej kolekcji fabrycznych kominów celujących w szarobure niebo - ale byłem już mocno spłukany, a człowiek z moją pozycją nie może już w krzaczorach spać, jak to onegdaj bywało. Nie ma co za dużo myśleć - pomyślałem - trzeba iść do jakiegoś hotelu - po czym poszedłem do jakiegoś hotelu...&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako że X nie jest mi bliżej znane, a na ulicy nie było się kogo zapytać (jeśli nie liczyć meneli oblegających dworzec, ale dworzec kolejowy to zdecydowanie za niska kategoria noclegowni jak dla mnie, w końcu - jak już rzekłem - jestem człowiekiem z pozycją), po prostu poszedłem przed siebie w kierunku czegoś, co uznałem za historyczne centrum miasta. Zanim jednak dane mi było ujrzeć cudną starówkę, pamiętającą czasy fundatora miasta, sławnego księcia Władka Brzydkiego, mój wzrok przyciągnął dychawicznie migocący neon. Ledwie widoczny napis "HOTEL" raz pojawiał się, raz znikał, by po chwili pojawić się, za każdym razem jakby ze wstydem, że jeszcze działa i przyciąga uwagę przechodniów.&lt;br /&gt;Dobra nasza - pomyślałem - widoczne zaniedbania w marketingu pozwalają mi się domyślać, że nie jest to pięciogwiazdkowy przybytek, a więc jest tanio.&lt;br /&gt;I rzeczywiście nie był to krewniak Marriotta, Ritza czy Hiltona. Ale było czysto - biednie, ale schludnie - co więcej, zza kontuaru recepcji uśmiechała się do mnie przemiła staruszka, budząca jakże ciepłe wspomnienia wakacji spędzanych u babci, w domu również biednym, ale schludnym. Miłe miejsce - pomyślałem, a jako że jest to zawstydzająco krótka i płytka myśl, natychmiast się skorygowałem - naprawdę miłe, miłe miejsce. Mile pokrzepiony miłą myślą o miłym miejscu, z miłym uśmiechem na obliczu podszedłem do przemiłej staruszki.&lt;br /&gt;Już miałem się odezwać, gdy staruszka - cały czas z miłym uśmiechem na ustach - sięgnęła pod blat kontuaru. Zaraz sięgnie spluwę, pomyślałem, na szczęście sięgnęła tylko formularz dla gości. Ależ jestem znerwicowany - albo za dużo oglądam pogrobowców Quentina Tarantino. Pomyśleć o tej przemiłej babulince, że trzyma w zanadrzu spluwę, to jak podejrzewać, że z Polską jest coś nie tak. Absurdalne, prawda?&lt;br /&gt;- Doby wieczór - powiedzialem i zacząłem wypełniac formularz rejestracyjny.&lt;br /&gt;- Dobry wieczór - odpowiedziala staruszka cichym głosem. Bacznie mnie obserwowała, cały czas się jednak uśmiechając.&lt;br /&gt;- Chciałem wynająć pokój na noc - prawdę mówiąc, to jej miłe przypatrywanie się zaczęło mnie lekko denerwować. &lt;br /&gt;- Wiem - odparła z tym swoim niezmąconym spokojem. &lt;br /&gt;- No właśnie, są jakieś wolne pokoje?&lt;br /&gt;- W naszym hotelu zawsze są wolne pokoje dla spóźnionych wędrowców. Ten hotel jest jak bestia, która nigdy się nie nasyci.&lt;br /&gt;Niech ktoś mnie poprawi, ale przemiłe babcie pracujące w recepcji podrzędnego hoteliku raczej tak nie mówią. Nie powinny, prawda? A poza tym to takie mało trafne wyznanie - z marketingowego punktu widzenia.&lt;br /&gt;- Może mną się nasyci - spróbowałem zażartować. Co za wariatka, starej babie się we łbie pomieszało. &lt;br /&gt;- Tak się Panu wydaje? Może i tak...Pokój numer 8, pierwsze piętro, pierwsze drzwi po lewej, oto klucz - wskazała mi ręką schody na piętro.&lt;br /&gt;- Dziękuję - przesunąłem formularz w jej kierunku - Od której wydawane jest śniadanie?&lt;br /&gt;- Od siódmej. Myśli Pan, że zje jutro śniadanie? - zapytała, niedbale odkładając formularz.&lt;br /&gt;- Mam nadzieję, że tak. Prawdę mówiąc, jestem bardzo głodny już teraz.&lt;br /&gt;- Hotel też jest głodny, obawiam się, że nie będzie czekał do poranka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wariatka! Kompletnie szurnięta baba! Co ona sobie myśli, że tekstami rodem z podrzędnego horroru będzie sobie ze mnie jaja robić!? Nie miałem wielkiego wyboru, było już za poźno na łażenie po X i szukanie innego noclegu, postanowiłem więc dać sobie spokój i puścić jej uwagi mimo uszu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jakoś będzie musiał się obejść smakiem - ostro uciąłem rozmowę,zdobywajac się na lodowaty ton głosu. Nie będzie mnie baba straszyć; pewnie jeszcze nagrywa to wszystko na kamerze, żeby sie poźniej nabijać z przestraszonych min ludzi. Ruszyłem w stronę wskazanych schodów - Dobranoc. &lt;br /&gt;- Dobranoc - odpowiedziała jakby urażona. Aż mi się głupio zrobiło, taka miła staruszka, może trochę dziwaczka, ale w gruncie chyba niegroźna. Pewnie jej się nudzi na nocnej zmianie, więc próbuje się jakoś rozerwać (mam nadzieję, że nie czytają tego muzułmanie, nie chciałem nikogo urazić!).&lt;br /&gt;- Taaaa...a tak właściwie, jak się ten hotel nazywa? Jakoś mi to umknęło.&lt;br /&gt;- Nie uwierzy Pan.&lt;br /&gt;- A dlaczego? Pewnie, że uwierzę; już mnie chyba nazwa nie zaskoczy. Proszę powiedzieć.&lt;br /&gt;- Nikt nie wierzy w tą nazwę, więc czemu Pan miałby uwierzyć?&lt;br /&gt;- Niech Pani zaryzykuje.&lt;br /&gt;- No dobrze; skoro tak Panu zależy na tej wiedzy. Hotel nazywa się The Boy Who Giggled So Sweet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Now fuck me - pomyślałem z właściwą sobie elokwencją - jeśli to nie jest zaskakująca nazwa...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8277664674000868388-6579905977423548635?l=nietygodnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/6579905977423548635/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/boy-who-giggled-so-sweet.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/6579905977423548635'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/6579905977423548635'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/boy-who-giggled-so-sweet.html' title='The boy who giggled so sweet'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388.post-8661981687817499348</id><published>2009-11-02T13:16:00.000-08:00</published><updated>2009-11-06T11:56:20.946-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mały chłopiec'/><title type='text'>Z życia małego chłopca, cz. 1</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/Su9MhlcefHI/AAAAAAAAAFk/NZZwd5cE2bM/s1600-h/Godiva.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399618618111458418" src="http://2.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/Su9MhlcefHI/AAAAAAAAAFk/NZZwd5cE2bM/s400/Godiva.jpg" style="display: block; height: 286px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Na co ci znowu pieniądze? Przecież wczoraj ci dałem.&lt;br /&gt;- To nie dla mnie, tylko na ochronę zwierząt, na jedzenie dla nich i na opiekę.&lt;br /&gt;- Co jakby jakaś ekologia, środowisko, tak?&lt;br /&gt;- Całkiem tak. &lt;br /&gt;- Ale nie na Rospudę? Bo to głupota moim zdaniem jest, jak te drzewa i te protestowanie, na zimnie, a ludzie siedzą. Tylko telewizja przyjeżdża, kameruje, a te głupki tam marzną jak jacyś debile, a to dorośli ludzie są. A ty co?&lt;br /&gt;- Nie, ja to na inną rzecz potrzebuję. Są stare konie, co już są stare i niedołężne i nad nimi się opieką roztaczamy. &lt;br /&gt;- Aż to mi się dziwne wydaje, że ty tam chodzisz. Od kiedy to się tak roztaczasz nad zwierzętami opieką? Jak trzeba było psa wyprowadzić zanim zdechł, to jakoś chętnych nie było, tylko ja, musiałem na marginesie. Matka taka sama. &lt;br /&gt;- Bo to nie tylko o opiekę się rozchodzi, ale i do szkoły się to przydaje. &lt;br /&gt;- Jakieś oceny za to, punkty dają? Szkoda, że płacić każą, powinno być za darmo.&lt;br /&gt;- No. To ta pani od biologii prowadzi, ona się zwierzętami bardzo opiekuje, i całą ochroną środowiska naturalnego.&lt;br /&gt;- Ta chuda, ruda? Młoda taka? &lt;br /&gt;- Ta sama. Trochę dziwna jest, na koniu dużo lubi jeździć. W ogóle się nie boi, aż fajnie popatrzeć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8277664674000868388-8661981687817499348?l=nietygodnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/8661981687817499348/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/z-zycia-maego-chopca-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/8661981687817499348'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/8661981687817499348'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/z-zycia-maego-chopca-cz-1.html' title='Z życia małego chłopca, cz. 1'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/Su9MhlcefHI/AAAAAAAAAFk/NZZwd5cE2bM/s72-c/Godiva.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388.post-2745830348719143895</id><published>2009-11-02T13:02:00.000-08:00</published><updated>2009-11-06T12:00:01.757-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Sport to zdrowe, męskie emocje</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/Su9JsV6tyxI/AAAAAAAAAFc/b2o2UlKz0TE/s1600-h/sport.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399615504387001106" src="http://4.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/Su9JsV6tyxI/AAAAAAAAAFc/b2o2UlKz0TE/s400/sport.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 192px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 260px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Członkowie Komitetu Noblowskiego celebrują ubiegłoroczne nagrody Nobla w dziedzinie chemii. Zwycięzcą okazał się Henri Wspaak, odkrywca euforyny, czyli pochodnej tryumfolu dwuwesołkowego. &lt;br /&gt;Zawsze uważałem, że rzekoma wstrzemięźliwość w okazywaniu emocji przez Skandynawów jest li tylko legendą. I proszę, oto dowód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(znalezione na Onecie: http://sport.onet.pl/0,1248703,1591294,wiadomosc.html)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8277664674000868388-2745830348719143895?l=nietygodnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/2745830348719143895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/sport-to-zdrowe-meskie-emocje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/2745830348719143895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/2745830348719143895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/sport-to-zdrowe-meskie-emocje.html' title='Sport to zdrowe, męskie emocje'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/Su9JsV6tyxI/AAAAAAAAAFc/b2o2UlKz0TE/s72-c/sport.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388.post-2154453273489742421</id><published>2009-11-02T12:59:00.000-08:00</published><updated>2009-11-06T11:59:46.572-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='absurd'/><title type='text'>14 lipca - data, która zmieniła dzieje ludzkości</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Z czym kojarzy się data 14 lipca przeciętnemu Czytelnikowi? Z niczym. No dobra, a Czytelnikowi nieprzeciętnemu? Oprócz święta narodowego Francji – zapewne również z niczym. To jak najbardziej słuszne skojarzenie, ale to nie wszystko, co powinno nam się kojarzyć z tym dniem. Mało kto bowiem wie, że niewiele jest w historii dat, które byłyby tak znaczące. Wymieńmy tylko najważniejsze wydarzenia, które zdarzyły się w ciągu dwudziestu czterech godzin, jakie następują z zadziwiającą regularnością pomiędzy 13 a 15 lipca...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1299 roku sobór diecezji chełmińskiej postanawia, że następny sobór tejże diecezji odbędzie się nie szybciej niż w ciągu „dwóch lat od daty dzisiejszej”. Decyzja ta spowodowała, iż następny sobór odbył się dopiero nieco ponad dwa lata później. Skutki tego posunięcia rozumie chyba każdy wykształcony Europejczyk. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1611 roku nagły atak biegunki uniemożliwia Williamowi Szekspirowi napisanie pierwszych wersów komedii „Perforiusz i Wirginia”, dzięki czemu komedia ta w ogóle nie powstaje. Efekt tego jest taki, że tylko najwięksi znawcy elżbietańskiego teatru (do których i ja mam się zaszczyt zaliczać) kojarzą Szekspira z dziełami takimi jak „Kaśka Grubaśka, czyli rzecz o Chędotliwej Kochanicy Edwarda III”, „Tynwald, Twardoręki Jeździec” czy  wreszcie najszerzej znany dramat „Przygody swawolnej Ewy, czyli czego nie wyczytacie w Biblii”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1915 gdzieś w Karpatach ginie szeregowy Gita Dżugaszwili – wedle legendy jedyna osoba, która potrafiła wywrzeć łagodzący wpływ na swego młodszego brata, Josefa, znanego później jako Stalin. Powodem śmierci był zakład – szeregowy Dżugaszwili założył się z kolegami, kto potrafi zadźgać tępym widelcem więcej austro-węgierskich jeńców. Podczas dźgania osiemdziesiątej szóstej osoby Gita pośliznął się na krwi i przebił sobie widelcem (poprzez gałkę oczną) mózg niemalże na wylot. Okoliczności śmierci pozwalają niektórym historykom wysnuwać tezę, że może jednak dobrze się stało, iż szeregowy Gita nie wywierał dłużej łagodzącego wpływu na młodszego brata. Teza ta wydaje się jednak mocno kontrowersyjna - wszak powszechnie wiadomo, że Gita bardzo lubił kwiaty (i ogólnie przyrodę). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2002 – 14 lipca tego roku autor niniejszego artykuły nie wygrywa w Lotto. Skutek: musi dorabiać chałturzeniem takim jak pisanie takich artykułów, zamiast zająć się czymś wznioślejszym&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8277664674000868388-2154453273489742421?l=nietygodnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/2154453273489742421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/14-lipca-data-ktora-zmienia-dzieje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/2154453273489742421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/2154453273489742421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/14-lipca-data-ktora-zmienia-dzieje.html' title='14 lipca - data, która zmieniła dzieje ludzkości'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8277664674000868388.post-3168696641768645135</id><published>2009-11-02T12:55:00.000-08:00</published><updated>2009-11-06T11:59:32.529-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='absurd'/><title type='text'>Giancarlo Suidicini i spadochrony bezpowierzchniowe</title><content type='html'>O tym, kim był Giancarlo Suidicini, wie chyba każdy wykształcony Europejczyk. Któż z nas nie słyszał o barwnych przygodach tego ekstrawaganckiego wynalazcy spadochronów bezpowierzchniowych? Mało kto jednak wie, że...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8277664674000868388-3168696641768645135?l=nietygodnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nietygodnik.blogspot.com/feeds/3168696641768645135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/giancarlo-suidicini-i-spadochrony.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/3168696641768645135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8277664674000868388/posts/default/3168696641768645135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nietygodnik.blogspot.com/2009/11/giancarlo-suidicini-i-spadochrony.html' title='Giancarlo Suidicini i spadochrony bezpowierzchniowe'/><author><name>Christian Morawski</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://3.bp.blogspot.com/_XCMCCUdoyAw/SVDdt_dhh4I/AAAAAAAAACE/ynDoVn9Zpfw/S220/mind_control.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
